DJ Magazine - styczeń 09 nr 14 Drukuj
wtorek, 30 grudnia 2008 17:28


 
Przeglądając najnowszy numer Djmaga znalazłem kilka pikantnych kąsków i ciekawostek, z którymi postanowiłem podzielić się z wami właśnie tutaj. Na wszelki wypadek, gdyby komuś nie chciało się czytać uważnie wszystkich artykułów jeden po drugim. Jedni zaczynają od końca, inni od środka, jeszcze innych interesują dwa wywiady i nic poza tym. Gdyby jednak pędzić po kolei, najpierw natrafiamy na brodatego i włosatego turka mieszkającego w niemczech, który wbrew podejrzeniom wcale nie jest bratem ani kuzynem villalobosa. nie jest nawet z chile.

Przez chwilę zostajemy w niemczech, gdzie fikcyjny bohater filmu o Berlinie poznaje ciemną stronę klubowego życia, a tuż obok dwóch krewkich francuzów goni autobusem po Stanach zjednoczonych, przeżywa surrealistyczne przygody, spotykając na swej drodze nagie kobiety i wrzeszczącą młodzież. Potem przenosimy się na noworoczny festiwal na świeżym powietrzu w australii, następnie rozmawiamy o koszulkach z napisem „arnej only”. nie wiecie jakie preferencje muzyczne mają czytelnicy brytyjskiej wersji djmaga? Żaden house, żadne techno, tylko dubstep! Chwilę później nadchodzi idealny moment na drinka, w towarzystwie broszek, naszyjników, bransoletek, wpinek we włosy i ozdób na kok. Z teatru serwującego „Sen nocy letniej” z muzyką możdżera uciekamy poszaleć na nartach i snowboardzie. W międzyczasie gramy chwilę na perkusji usadowionej na ...koszulce. Mietal wyjaśnia dlaczego niektórzy wolą tańczyć nie do rytmu, a federacja anarchistyczna prezentuje akcję Erroryzm, której kryptonimem jest fiksmatynta. W warszawie zaskakują nas reagujące na ruch świetlówki – to robota fundacji Bęc zmiana. To wszystko dzieje się jeszcze przed trzydziestą stroną.

Następnie bożek minimalu proponuje nam japończyka grającego muzykę wywodzącą się z wysp trynidad i tobago, wykonywaną na instrumencie kształtem przypominającym obcięte dno beczki. Wspomina też o yazoo. Po kolażu złożonym z polskich głów i klubów roku, utalentowany Szwed opowiada jak to całą noc robił remix, żeby mieć co jeść następnego dnia, a równie bystry fin (może nawet bardziej) opowiada o swoim popieprzonym społeczeństwie, w którym każdy poluje, więc każdy ma broń, więc… Następnie wracamy do wrzeszczącej, a raczej piszczącej młodzieży wzruszonej spotkaniem ze współczesnym Elvisem, by chwilę później wrócić do egzotycznych tematów - rozmawiamy o muzyce kwaiki pochodzącej z rpa, a także o zaletach muzyki pop z indonezyjskiej wyspy Sumatra. jest też znowu coś o yazoo. Potem Słoweniec wraz z Hiszpanami bawią publikę w Szczecinie, a groźni hardcorowcy szykują się do inwazji na chorzów.

Na koniec jeszcze raz wracamy do ożywczych tematów z dalekich stron i zapraszamy do szalonego tańca kurduro, który imigranci z angoli przywieźli do portugalii, a już na samo zakończenie kilka słów o bracketingu w fotografii, dla odmiany. Punktem kulminacyjnym numeru jest z całą pewnością rozmowa z żywą, klubową legendą richie’m Hawtinem, który wyręczy mnie w ostatnim akapicie wstępniaka. oto nasze przesłanie na nowy rok, wyrażone jego słowami: „dziś wszystko jest dostępne, wszystko jest proste, wszystko jest do ściągnięcia. aż chce się powiedzieć „come on! ruszcie tyłki z domu, wyjdźmy gdzieś, spotkajmy się, pójdźmy razem na imprezę, przeżyjmy coś, jesteśmy istotami ludzkimi, doświadczmy fizycznej interakcji (…). Jednym z powodów, dla których robimy Contakt, jest stworzenie czegoś, co jest tak wyjątkowe i tak trudno dostępne, że ludzie decydują się wsiąść do samochodu czy samolotu, i zafundować sobie pieprzone przeżycie”. Obyście takich przeżyć mieli na pęczki. pozdrowienia od całej redakcji!

Marcin Żyski / redaktor naczelny